Fantastyczny finał w Turynie. Wielka ZAKSA mistrzem Europy po raz trzeci!

Fantastyczny finał w Turynie. Wielka ZAKSA mistrzem Europy po raz trzeci!

– Śpicie?! Bo my jeszcze długo nie zaśniemy – tak o drugiej w nocy napisał na Twitterze zarządca medialny Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Rzeczywiście, po tym co wydarzyło w sobotni wieczór się w hali Pala Alpitour w Turynie, trudno było zmrużyć oko.

 

Chyba nie można więcej wydusić z siatkówki na klubowym poziomie. W meczu z Jastrzębskim Węgiel było wszystko. Od fenomenalnego poziomu sportowego do nieprawdopodobnych zwrotów akcji, po dreszcze emocji i chwile głębokich rozczarowań. No i ten wyjący jak bóbr Tuomas Sammelvuo, kiedy późniejszy MVP zawodów, Dawid Smith skończył dzieło.

 

Jastrzębski kontynuował swój marsz w pojedynku gigantów. W ostatnim dwumeczu o mistrzostwo kraju kędzierzynianie wygrali zaledwie jednego seta.Teraz po asie serwisowym Stephena Boyera przegrywali otwarcie już 10:14. Byli tacy, którzy rzucali – znowu to samo! Rywal zaczął jednak popełniać błędy.

 

Jurij Gladyr i Jan Hadrava pomylili się na zagrywce, za chwilę techniczny błąd popełnił Mustapha M’Baye i stan seta zrównał się po 24. Atak i as serwisowy Aleksandra Śliwki dały pierwszego w tym meczu setbola. Wówczas trener Marcelo Mendez wyciągnął z szafy Rafała Szymurę, który stanął w polu zagrywki i pociągnął kolegów do pierwszej wygranej.

 

W drugiej odsłonie to ZAKSA oddawała punkty przeciwnikowi poprzez serię własnych pomyłek. Po bloku Boyera jastrzębianie odskoczyli na 11:7, ale to właśnie wtedy w naszym zespole klocki zaczęły się układać. Bardzo zdyscyplinował się Bartosz Bednorz i wraz ze Śliwką powieźli drużynę do 25:22.

 

Trzeciej partii nie da się wymazać, a z pewnością mistrz Polski zrobiłby to naprędce. Blok “Trójkolorowych” funkcjonował jak w zegarku, a urozmaicał go asami Łukasz Kaczmarek. Od wyniki 16:11 obrońca tytułu wygrał siedem piłek z rzędu! Jastrzębski został wręcz zmieciony z podłogi, gdyż siatkarsko gdzieś po prostu odleciał.

 

Czwarty akt przejdzie do historii rozgrywek CEV. Drużyna ze Śląska jakoś się pozbierała i obie ekipy szły łeb  w łeb. Doprowadziło to do wymian na przewagi. Już wtedy “Kozły” mogły starcie zakończyć. Przeciwnik w nieprawdopodobnym stylu obronił jednak trzy meczbole i po kapitalnej końcówce Tomasz Fornala, wykopał się z grobu i doprowadził do tie-breaka.

 

Ostatni atakiem stanął. Skoncentrowani Bednorz, Kaczmarek i Śliwka powieźli zespół na 9:6. Błąd zagrywki Olka oraz dwa z rzędu asy serwisowe Gladyra, całą zabawę rozpoczęły niejako od początku. Były to jednak ostatnie tego wieczora wzloty Jastrzębskiego.

 

Po bloku Marcina Janusza na tablicy wyświetliło się 14:12, a później wydarzyło się to, co opisaliśmy na początku. Szałowi radości zwycięzców i kapiącym z policzków łzom wzruszenia dziwić się nie można. Trzeci z rzędu tytuł klubowych mistrzów Europy to nie jest mała sprawa i trudna będzie do powtórzenia.

 

 

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Jastrzębski Węgiel 3:2 (26:28, 25:22, 25:14, 28:30, 15:12)

 

ZAKSA: Janusz 2, Śliwka 19, Smith 13, Kaczmarek 15, Bednorz 23, Huber 8, Shoji (libero) oraz Stępień, Kluth, Pashytskyy 1

Jastrzębski: Toniutti, Fornal 16, M’Baye 8, Boyer 20, Clevenot 18, Gladyr 11, Popiwczak (libero) oraz Hadrava 3, Tervaportti, Szymura 3